Choć na co dzień opiekują się chorymi, uczą w szkołach i prowadzą administrację, ich sytuacja finansowa drastycznie różni się od tej, którą znamy z życia świeckiego czy nawet z realiów męskiej części duchowieństwa. Zakonnice w Polsce, mimo ciężkiej pracy zawodowej, rzadko kiedy widzą owoce swojego wysiłku na własnych kontach.
System wspólnej kasy sprawia, że indywidualna niezależność finansowa w zgromadzeniach praktycznie nie istnieje, a każda wydana złotówka musi być szczegółowo udokumentowana przed przełożonymi.
Życie za 50 złotych bez rachunku
System zarządzania finansami w żeńskich zgromadzeniach opiera się na kolektywizmie, który dla wielu osób z zewnątrz może być szokujący. Jak ujawniają relacje byłych sióstr, tradycyjnie każda wydana kwota, nawet cena biletu komunikacyjnego, wymagała przedstawienia rachunku i rozliczenia się z przełożonymi.
Pewną rewolucją w niektórych domach zakonnych stało się wprowadzenie tzw. kieszonkowego. Zazwyczaj jest to kwota oscylująca w granicach 200-300 złotych miesięcznie, choć zdarzają się zgromadzenia, gdzie siostra dostaje do ręki zaledwie 50 złotych, którymi może dysponować bez konieczności składania raportu.
Praca na etacie i pusta własna kieszeń
Wiele zakonnic to wykwalifikowane pracowniczki: nauczycielki, pielęgniarki czy urzędniczki. Ich pensje najczęściej oscylują wokół płacy minimalnej, co obecnie daje około 3600 złotych „na rękę”.
Problem polega na tym, że te pieniądze w całości trafiają do wspólnego budżetu zakonu. Siostra wykonująca pełnoetatową, wyczerpującą pracę w szpitalu czy szkole, dysponuje dokładnie takimi samymi środkami na własne potrzeby, co osoba zajmująca się wyłącznie modlitwą. To model, który zapewnia przetrwanie wspólnocie, ale indywidualnie pozostawia kobiety w habitach z symbolicznym wręcz kapitałem.
Przepaść między siostrą a biskupem
Zestawienie zarobków zakonnic z dochodami księży czy hierarchów kościelnych uwypukla ogromne nierówności w strukturach duchownych. Podczas gdy zakonnica operuje mikroskopijnym kieszonkowym, biskupi w Polsce mogą liczyć na wynagrodzenia sięgające nawet 10 tysięcy złotych miesięcznie.
Księża dodatkowo korzystają z ofiar wiernych i funduszy diecezjalnych, które znacząco podnoszą ich standard życia. W tym zestawieniu sytuacja kobiet w Kościele jawi się jako znacznie trudniejsza, oparta na surowej ascezie i braku osobistego zabezpieczenia majątkowego.
Skromna jesień życia pod znakiem zapytania
Problemy finansowe nie kończą się wraz z przejściem na emeryturę. Siostry, które nie pracowały na umowach o pracę, muszą polegać na Funduszu Kościelnym, który zapewnia jedynie minimalne świadczenia. Nieco lepiej wygląda sytuacja byłych nauczycielek czy pielęgniarek z opłaconymi składkami ZUS, bo ich emerytury przekraczają progi minimum, dając zgromadzeniu większą stabilność.
Mimo to, starość w zakonie rzadko kojarzy się z wygodą; to raczej walka o zapewnienie podstawowej opieki medycznej i bytowej dla starszych członkiń, które całe życie oddały służbie innym, nie gromadząc przy tym żadnego prywatnego majątku.
Wiktoria Sikorska

