ZABÓJCA Adamowicza będzie UNIEWINNIONY!? „INCYDENT”

Napastnik, który w niedzielny wieczór podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wbiegł na scenę i trzykrotnie dźgnął Pawła Adamowicza uniknie kary? 

SuperExpress dotarł do zeznań Stefana W.

Według tych doniesień, Stefan W. odniósł się do morderstwa tylko jednym zdaniem. „Tak jakoś wyszło.” – rzucił, dopytywany przez przesłuchujących go śledczych.

Przypomnijmy – postawiono mu zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, ale do zabójstwa się nie przyznał.

Jak się okazało obrońca Stefana W. z urzędu zawnioskował o cofnięcie obrony z urzędu wyłącznie z uwagi na ustanowienie obrońcy z wyboru.

Nowy pełnomocnik oskarżonego – mec. Artur Kotulski  w rozmowie z Wirtualną Polską powiedział, że to rodzina Stefana w zwróciła się do niego z tą prośbą.

„To nie jest decyzja, którą podejmuje się w 5 minut”

Przyznaje także, że długo zastanawiał się, czy bronić Stefana W. – To nie jest decyzja, którą podejmuje się w pięć minut. Jeszcze nigdy nie zastanawiałem się tak długo, czy zgodzić się być obrońcą, czy nie. To była moja najtrudniejsza decyzja zawodowa. Trudniejszej jeszcze nie musiałem podejmować – mówi Wirtualnej Polsce. I dodaje, że „każdy, bez względu na to, co zrobił, ma prawo do obrony, w tym ustanowienia obrońcy. Jest to gwarancja konstytucyjna i procesowa”.

– Zastanawiałem się nad podjęciem tej trudnej dla mnie decyzji nie tylko ze względów zawodowych, ale także osobistych. Muszę liczyć się z tym, że nie każdy zrozumie moją rolę w tej sprawie jako obrońcy. Poradzę sobie z tym, to przecież jest mój zawód, który wiąże się z tym, że trzeba występować w sprawach bardzo drastycznych i bulwersujących opinię publiczną – dodaje. Mówi, że także ma swój pogląd na sprawę.

Tymczasem cała sprawa może zostać skonfrontowana z wydarzeniami sprzed kilku lat. Wtedy to Prokuratura Okręgowa w Gdańsku UMORZYŁA postępowanie w sprawie dyrektora zakładu karnego, który ZABIŁ nożem więźnia.

Do zabójstwa w Zakładzie Karnym w Sztumie doszło 9 października 2011. Ówczesny dyrektor placówki – Andrzej G. wszedł do celi, w której przebywało dwóch więźniów. Jeden z osadzonych opuścił pomieszczenie, w tym czasie Andrzej G. zaatakował nożem kuchennym więźnia, który pozostał w celi. Dyrektor ranił osadzonego w okolice szyi, prawej pachy i w klatkę piersiową. Zaatakowany mężczyzna zmarł w wyniku wykrwawienia.

Jego zwłoki odkryto po powrocie drugiego więźnia do celi. Dyrektor po zabójstwie wrócił do swojego gabinetu i poprosił , aby podwładni  wezwali policję, przyznając jednocześnie, że dokonał zabójstwa skazanego.

Andrzeja G.  zatrzymano i zawieszono w obowiązkach służbowych. W trakcie przesłuchania w prokuraturze G. przyznał się zarzucanego mu czynu, jednocześnie odmawiając składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania śledczych.

Badania psychiatryczne wykazały, że Andrzej G. w momencie popełniania zabójstwa był niepoczytalny.

Biegli orzekli niepoczytalność spowodowaną chorobą psychiczną, co zgodnie z polskim prawem oznacza tyle, że popełniając czyn w stanie niepoczytalności spowodowanej chorobą umysłową nie ponosi się odpowiedzialności karnej.

Jednocześnie orzeknięto, że Andrzej G. nie stanowi zagrożenia dla otoczenia a jego czyn był jedynie incydentem. Ponadto nie nakazano hospitalizacji.

„Sytuacja identyczna jak w przypadku Andrzeja G. Nes

/TVN24

Paweł Rzepecki




Komentarze



Narodowcy PORWĄ Stefana Michnika?!

Stalinowski sędzia Stefan Michnik, brat Adama Michnika, jest ścigany kolejnym europejskim nakazem aresztowania. Prokurator IPN ma mu postawić kilkadziesiąt zarzutów, m.in. za zbrodnie sądowe.

 

W sprawie chodzi o wydawanie wyroków śmierci na działaczy podziemia niepodległościowego, działając w oparciu o  sfałszowane dowody. Do zdarzeń dochodziło od 27 marca 1951 roku do 20 listopada 1953 roku. Kilka lat wcześniej Michnik wstąpił do partii komunistycznej. Mimo „sędziowania” studiów prawniczych nigdy nie ukończył.

Jak informuje Rzeczpospolita –

Michnik od końca lat 60. Mieszka w Szwecji. Dlatego na wniosek prokuratora Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie 25 lutego 2010 roku, zastosował środek zapobiegawczy w postaci postanowienia o tymczasowym aresztowaniu Stefana Michnika na trzy miesiące od daty zatrzymania. Dysponując tym postanowieniem, prokurator wystąpił do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania podejrzanego. Postanowieniem z 10 sierpnia 2010 roku sąd uwzględnił wniosek prokuratora i wydał takie postanowienie.
Jednak sąd w Uppsali oddalił wniosek polskiej prokuratury o jego aresztowanie i ekstradycję do Polski. Uznał bowiem, że zarzucane mu czyny w świetle szwedzkiego prawa uległy przedawnieniu. Z dokumentu przedstawionego przez sędzię Lindę Hoonk wynika, że Stefan Michnik jest obywatelem Szwecji od 1977 roku.

Jednak ciekawszy jest aspekt inicjatywy tajnej grupy Narodowców, którzy uznali za swój obywatelski obowiązek doprowadzenie Michnika przed polski sąd. Jak niedofjalnie przekazał nam informator czynnie działający w skrajnie prawicowych ruchach planowane jest .. porwanie.

Jak donosi nasz rozmówca odbyłoby się to na podobnych zasadach, co porwanie z Argentyny nazistowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna – tego izraelski Mosad uprowadził po wielu latach poszukiwań. Wówczas nazistę przemycono do samolotu dyplomatycznego odurzając go narkotykami.

Wobec tej historii polscy narodowcy postanowili „obywatelski” działać :

„Są tajne plany porwania Michnika, o których wie tylko kilka osób. Szwecja nigdy go nie wyda mimo Europejskiego Nakazu Aresztowania. Nasi ludzie mówią, że łatwo go będzie porwać a w zasadzie ująć zbrodniarza i przekazanie polskiemu wymiarowi sprawiedliwości”

”Każdy przykładny obywatel RP ma prawo, a nawet obowiązek dokonywać obywatelskiego zatrzymania”

„Chcą to zrobić za wszelką cenę. Żeby odpowiedział za swoje zbrodnicze czyny. Zbrodniarze żydowskiego pochodzenia lub narodowości są za granicą chronieni tak jak np. prokurator Wolińska w Wielkiej Brytanii”

„Przed udaniem się do Szwecji skonsultujemy to jeszcze z prawnikami aby nie narażać się na złamanie prawa”

”Od wydania nakazu do aresztowania jest daleka droga. – Wydaje mi się, że ekstradycja będzie bardzo trudna. Stefan Michnik posiada obywatelstwo szwedzkie, kraju który jest bardzo liberalny i tolerancyjny dla rozmaitych uciekinierów. Michnik będzie występował w charakterze tego, który kiedyś opuścił Polskę pod przymusem. Ten casus może wystarczyć do tego, aby ekstradycję odrzucić, lub skutecznie opóźnić, nawet na wiele lat – podkreśla historyk prof. Wołos.

 

/P.Rzepecki

 

 

Paweł Rzepecki




Komentarze