To była noc pełna napięcia dla tysięcy internautów i rodzin Polaków uwięzionych na Bliskim Wschodzie. Gdy przestrzeń powietrzna nad regionem stała się śmiertelną pułapką po atakach USA i Izraela na Iran, oczy świata zwróciły się na jeden konkretny rejs. Samolot linii FlyDubai, przebijając się przez niestabilną strefę zagrożenia, stał się najczęściej śledzoną maszyną na świecie.
W szczytowym momencie ponad 65 tysięcy użytkowników serwisu Flightradar24 z zapartym tchem obserwowało każdy kilometr trasy lotu FZ1469, który niósł nadzieję na bezpieczny powrót rodaków do ojczyzny.
Rejs prze strefę wojennego ryzyka
Start maszyny z Dubaju nie obył się bez komplikacji. Samolot wzbił się w powietrze z ponad dwugodzinnym opóźnieniem, o godzinie 1:16 czasu lokalnego, co tylko potęgowało niepokój oczekujących. Mimo że Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) wydała drastyczne zalecenie wstrzymania lotów do 6 marca ze względu na wysokie ryzyko dla lotnictwa cywilnego, przewoźnicy z Bliskiego Wschodu zdecydowali się kontynuować operacje. FlyDubai, nie podlegając bezpośrednio unijnym wytycznym, stał się dla wielu jedyną szansą na ucieczkę z rejonu, w którym wciąż latają pociski i drony.
Szczęśliwe lądowanie na Okęciu
Dramatyczna podróż zakończyła się we wtorek rano. O godzinie 5:36 koła samolotu dotknęły pasa startowego na Lotnisku Chopina w Warszawie. To jednak nie koniec dobrych wiadomości dla blisko 10 tysięcy polskich turystów, którzy utknęli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kolejna grupa podróżnych, korzystająca z czarteru linii World2Fly wynajętego przez biuro podróży Rainbow Tours, wyruszyła z lotniska Dubaj-Al Maktoum w kierunku Poznania. Powrót tych maszyn jest kluczowy w obliczu paraliżu komunikacyjnego, który od soboty więzi tysiące ludzi w turystycznych kurortach.
MSZ odmawia wysyłania samolotów
Mimo dramatycznych relacji i zamkniętej przestrzeni powietrznej wielu państw sąsiednich, polskie władze zajęły twarde stanowisko. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór jednoznacznie uciął spekulacje o rządowej akcji ewakuacyjnej, deklarując, że Polska nie wyśle po swoich obywateli specjalnych maszyn. Według oficjalnego stanowiska resortu, turyści muszą czekać na wygaśnięcie działań wojennych lub szukać alternatywnych dróg powrotu, na przykład lądem przez Egipt. Ministerstwo podkreśla, że bezpieczeństwo operacji lotniczych jest obecnie priorytetem, a obywatele wrócą do kraju dopiero wtedy, gdy niebo nad Bliskim Wschodem przestanie być polem bitwy.
Ten rejs to dopiero początek
Choć lądowanie w Warszawie przyniosło ulgę pasażerom lotu FZ1469, sytuacja w regionie pozostaje krytyczna. Agencje bezpieczeństwa lotniczego ostrzegają, że obecność baz wojskowych USA w sąsiednich państwach czyni loty cywilne wyjątkowo ryzykownymi. Powolne udrażnianie ruchu lotniczego przez lokalnych przewoźników daje nadzieję, ale tysiące Polaków wciąż żyje w niepewności, spoglądając w niebo i śledząc kolejne komunikaty o zamkniętych korytarzach powietrznych. Walka z czasem i logistyką w cieniu konfliktu mocarstw trwa nadal.
Krzysztof Jarocki

