Przez lata miał zajmować się zacieraniem śladów po zbrodniach meksykańskiego kartelu narkotykowego. Santiago Meza López, znany jako „El Pozolero”, przyznał po zatrzymaniu, że pozbył się ciał około 300 osób. Zwłoki dostarczali mu członkowie organizacji przestępczej, a jego zadaniem było sprawienie, by ich odnalezienie i identyfikacja stały się niezwykle trudne. Gdy w 2009 roku został zatrzymany, jego zeznania ujawniły jeden z najbardziej makabrycznych sposobów ukrywania ofiar wojny narkotykowej w Meksyku.
Kim był „El Pozolero”?
Santiago Meza López pracował jako robotnik budowlany, zanim związał się ze światem przestępczym. Według ustaleń meksykańskich śledczych przez lata współpracował z ludźmi powiązanymi z kartelem z Tijuany, działającym na północnym zachodzie Meksyku, w pobliżu granicy ze Stanami Zjednoczonymi.
Jednym z jego najważniejszych zleceniodawców miał być Teodoro García Simental, znany pod pseudonimem „El Teo”. Był on jednym z wpływowych przestępców związanych z narkotykowym podziemiem regionu. W okresie narastających konfliktów między grupami przestępczymi zabójstwa, porwania i zaginięcia stały się poważnym problemem dla mieszkańców Tijuany i okolic.
Meza López nie był znany przede wszystkim jako człowiek, który dokonywał egzekucji. Według jego własnych zeznań otrzymywał ciała osób już zamordowanych przez innych członków organizacji. Miał następnie pozbywać się ich w taki sposób, aby utrudnić policji odnalezienie szczątków.
W jaki sposób pozbywał się ciał?
Metoda, którą posługiwał się mężczyzna, przyniosła mu przydomek „El Pozolero”. Nazwa nawiązuje do meksykańskiej potrawy pozole, czyli zupy z dodatkami mięsnymi.
Według informacji ujawnionych przez meksykańskie władze Meza López wykorzystywał pojemniki, wodę i sodę kaustyczną. Substancja ta powodowała rozkład tkanek, a pozostałości trafiały następnie do nielegalnych dołów. Proceder miał odbywać się na terenach położonych w okolicach Tijuany.
Po zatrzymaniu mężczyzna opowiedział śledczym o swojej działalności. Z jego relacji wynikało, że zajmował się nią przez kilka lat, a za wykonywanie zleceń otrzymywał wynagrodzenie. W 2009 roku media informowały o kwocie około 600 dolarów tygodniowo.
Szczegóły sprawy wstrząsnęły opinią publiczną. Okazało się, że zacieranie śladów po zabójstwach mogło być zorganizowanym elementem działalności kartelu, a nie pojedynczym przypadkiem ukrywania zwłok.
Przyznał, że pozbył się ciał około 300 osób
Jedną z najbardziej szokujących informacji była liczba ofiar, o których mówił zatrzymany. Według relacji z przesłuchań i komunikatów meksykańskich władz Meza López przyznał, że pozbył się ciał około 300 osób.
To ważne rozróżnienie: nie oznacza to, że sam zamordował wszystkie te osoby. Zgodnie z jego zeznaniami ciała przekazywali mu inni członkowie organizacji, a on odpowiadał za ich zniszczenie i ukrycie pozostałości.
Podana liczba nie oznaczała również, że udało się zidentyfikować wszystkie ofiary. W wielu przypadkach rodziny zaginionych nadal nie wiedziały, co stało się z ich bliskimi. Po zatrzymaniu mężczyzny krewni zaczęli zgłaszać się do organów ścigania, licząc na to, że jego zeznania pomogą wyjaśnić niewyjaśnione zaginięcia.
Dla rodzin była to szansa na uzyskanie odpowiedzi po latach bezskutecznych poszukiwań. Sama deklaracja podejrzanego nie wystarczała jednak do ustalenia tożsamości ofiar. Konieczne były dalsze działania śledczych i badania zabezpieczonych materiałów.
Zatrzymanie nie zakończyło sprawy
Santiago Meza López został zatrzymany w styczniu 2009 roku podczas operacji meksykańskich służb w stanie Kalifornia Dolna. Sprawa zwróciła uwagę nie tylko ze względu na skalę procederu, lecz także na powiązania mężczyzny z kartelami narkotykowymi.
W kolejnych latach postępowania przeciwko niemu doprowadziły do wydania wyroków. Jak informowały meksykańskie media, w 2024 roku otrzymał kolejną karę – 30 lat i osiem miesięcy pozbawienia wolności – w sprawie dotyczącej przestępczości zorganizowanej i porwania. Wcześniej został skazany na 10 lat więzienia za inne przestępstwa związane z działalnością przestępczą.
Historia „El Pozolero” pokazuje, jak brutalne metody stosowały meksykańskie kartele, by ukrywać swoje zbrodnie. Za szokującą liczbą około 300 ciał kryją się jednak przede wszystkim ludzkie tragedie i rodziny, które przez lata czekały na wiadomość o losie zaginionych bliskich.
Źródła: El País

