TYLE ZARABIA OWSIAK! Ponad 1…

Zarobki Jurka Owsiaka od lat są tematem gorących dyskusji. Wokół pensji szefa WOŚP wytworzyło się wiele mitów, zarzutów czy twierdzeń, że nie zarabia nic. Dziś wiemy ile zarabia Jurek Owsiak. Kwota wielu powaliła – twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zarabia ponad 1…czytaj dalej>>

 

Paweł Rzepecki




Komentarze



TYLE ZARABIA OWSIAK!

Zarobki Jurka Owsiaka od lat są tematem gorących dyskusji. Wokół pensji szefa WOŚP wytworzyło się wiele mitów, zarzutów czy twierdzeń, że nie zarabia nic. Dziś wiemy ile zarabia Jurek Owsiak. Kwota wielu powaliła – twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zarabia ponad…

Jurek Owsiak wyjaśnia, że jego zarobki nie pochodzą z konta fundacji WOŚP. Pensję pobiera od firmy Złoty Melon, która jest jednoosobową spółką należącą do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jako prezes WOŚP Owsiak ani żadna z trzech pozostałych osób zasiadających w zarządzie fundacji nie pobiera wynagrodzenia.

„Ja, Jurek Owsiak, od 6 lat pracuję w firmie Złoty Melon, która jest jednoosobową spółką należącą tylko i wyłącznie do Fundacji WOŚP i która ma na celu pozyskiwanie pieniędzy dla Fundacji poprzez prowadzenie wszelkich działań gospodarczych z nią związanych. Jestem prezesem zarządu tej spółki i moje wynagrodzenie „na rękę” wynosi ok. 10 tys. złotych. Jego wielkość nie zmieniła się w ostatnich latach znacząco, bo ostatnia moja podwyżka miała miejsce w październiku 2017 roku i wynosiła 1000 zł.” – pisze Owsiak.

Prezes fundacji WOŚP dodał, że zdaje sobie sprawę, że jego zarobki często pobudzają ludzką wyobraźnię. Owsiak przyznaje, że firma Złoty Melon działa dobrze i że w ciągu ostatnich siedmiu lat przekazała Fundacji WOŚP 4,7 mln zł. Głównym źródłem dochodu Złotego Melona jest SiemaShop, czyli sklep, w którym można kupić różne gadżety m. in. z logo WOŚP i PolAndRock Festiwalu.

 „Od razu zaznaczam, że praca w Złotym Melonie nie jest moim jedynym źródłem utrzymania. Będąc także dziennikarzem radiowym, a także będąc wykładowcą w agencji Power Speech i otrzymując wynagrodzenie za wykłady, jestem szczęśliwy, że dzięki własnej pracy mogę osiągać dochody na swoje utrzymanie” – pisze Owsiak. – Jak sami widzicie można o tym mówić prosto, bez żadnych kombinacji. Jakby ktoś chciał dowiedzieć się więcej, to odsyłam do swojego Urzędu Skarbowego – rozliczam się w US w Warszawie, przy ulicy Wynalazek 3. Pytajcie, pukajcie, ale powiedzą Wam to, co ja.

 

Paweł Rzepecki




Komentarze



KONIEC Prezesa NBP? Jest SEKS TAŚMA z panią Dyrektor?!

Politycy Zjednoczonej Prawicy o sprawie astronomicznych zarobków współpracowniczek prezesa NBP Adama Glapińskiego mówią krótko: „bulwersująca, szkodząca naszemu obozowi”. Senator PiS uderza w czułą strunę i wysyła list do prezesa. Nowogrodzka grilluje starego, politycznego druha Jarosława Kaczyńskiego – informuje Wirtualna Polska. W sieci znaleźć można rzekome zdjęcia asystentki Glapińskiego w intymnej sytuacji. [GALERIA zdjęć na dole artykułu]

Sejm, przełom listopada i grudnia. W kuluarach, na uboczu sali plenarnej, przechadza się poseł PO Marcin Kierwiński. Jak spod ziemi wyrasta Jan Maria Jackowski, senator PiS, który niemal codziennie jest przy Wiejskiej. Rozmawia z dziennikarzami, chętnie udziela „setek” do telewizyjnych kamer. Stały bywalec programów publicystycznych, twarz medialna PiS.

Nagle Jackowski podchodzi do Kierwińskiego, nachyla się do niego i półszeptem pyta: – Marcin, powiedz ty mi, co jest w końcu na „Glapę”?

Niewygodne pytania i problem dla PiS

Kilka tygodni później senator wydaje oświadczenie , skierowane do prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego: „W związku z informacjami w mediach dotyczącymi zarobków miesięcznych Pana współpracowniczek w NBP, które zbulwersowały osoby zwracające się do mojego Biura Senatorskiego, zwracam się do Pana Prezesa z pytaniami, które zadają mi moi wyborcy” – napisał polityk PiS w oświadczeniu, które – co ciekawe – na stronach Senatu zostało opublikowane 28 grudnia (media zauważyły je dopiero 6 stycznia).

„Czy prawdą jest, że jedna z współpracowniczek Pana Prezesa zarabia 65 tysięcy zł miesięcznie? Jeżeli nie jest to prawdą, to jakie zarobki miesięcznie z uwzględnieniem wszystkich pochodnych, osiąga ta osoba w NBP? Jaki jest zakres obowiązków wzmiankowanej współpracowniczki i jakie posiada kwalifikacje merytoryczne, by realizować te zadania?” – zapytał Adama Glapińskiego polityk PiS.

O prezesie NBP głośno jest w mediach od czasu ujawnienia przez „Gazetę Wyborczą” tzw. afery KNF, w wyniku której za kratami wylądował były student i znajomy Adama Glapińskiego, Marek Ch. Były już szef Komisji Nadzoru Finansowego miał złożyć korupcyjną propozycję miliarderowi Leszkowi Czarneckiemu, a gdy wyszło to na jaw, Glapiński bronił Marka Ch. i nazywał „wzorem uczciwości”. Zszokował tym samym polityków PiS. I samego prezesa Kaczyńskiego, jego starego politycznego druha jeszcze z czasów Porozumienia Centrum.

Potem media zaczęły prześwietlać sytuację w NBP. Zastanawiano się, czy i sam Glapiński nie został podsłuchany. Taśmy (przynajmniej na razie) z udziałem prezesa NBP nie wypłynęły, ale ujawniono za to coś innego: niebotyczne zarobki współpracowniczek prezesa banku centralnego. Sprawa nie schodzi z pierwszych stron gazet od kilku tygodni i trzęsie wizerunkiem obozu władzy, który przecież miał być emanacją „pokory, umiaru i skromności”.

Informacje o zarobkach rzędu 70 tys. złotych dla jednej z dyrektorek w NBP i radnej PiS – bez odpowiednich kwalifikacji (magister filologii rosyjsko-ukraińskiej) – zszokowały opinię publiczną. I stały się wielkim problemem dla całego obozu Zjednoczonej Prawicy.

Jak ujawniła niedawno Wirtualna Polska , Najwyższa Izba Kontroli sprawdzi wykonanie budżetu banku centralnego i prześwietli wynagrodzenia. Wyniki będą znane w połowie czerwca.

Wytłumaczyć Polakom

Politycy – zarówno z klubu parlamentarnego PiS, jak i z rządu – zdali sobie wreszcie sprawę z wagi problemu.

– Współczuję pisowcom, że muszą świecić za ten bajzel w NBP-ie – mówi nam w Sejmie polityk opozycji. I dodaje, z lekko seksistowskim podtekstem: – Chociaż gdyby te dziewczyny od „Glapy” nie rzucały się tak bardzo w oczy, może sprawa nie byłaby aż tak rozdęta. A tak, mamy zabawę.

Do śmiechu nie jest za to politykom PiS.

Wicepremier Jarosław Gowin w Sejmie przyznał w poniedziałek: – Jeżeli te informacje [o zarobkach współpracowniczek Glapińskiego – przyp. red.] się potwierdzą, to byłby to fakt niezwykle bulwersujący. Będę wtedy oczekiwał, że władze NBP przedstawią Polakom uzasadnienie tak szokująco wysokich zarobków.

Zaczepiony przez WP na sejmowym korytarzu poseł klubu PiS Tadeusz Cymański dorzuca: – Ta sprawa nam szkodzi, na pewno pośrednio tak. Nie możemy się odcinać od instytucji państwowych. Żaba się błota nie powinna wyrzekać. Nie zmieniamy rzeczywistości, nie udajemy Greka. Jest temat, jest problem.

Prezes grilluje prezesa

Rozmówcy w Sejmie przekonują, że nie jest możliwe, by senator Jackowski sam, bez konsultacji z „górą”, wyszedł z – bądź co bądź – atakiem na prezesa NBP. Bo w istocie tym jest właśnie wydane przez niego oświadczenie – podgrzewaniem tematu, podtrzymywaniem zainteresowania mediów, zwłaszcza tych – eufemistycznie mówiąc – mniej życzliwych wobec PiS. Po opublikowaniu pytań Jackowskiego do prezesa NBP dziennikarze byli wnieobowzięci. Karuzela się kręci.

Jednak gdy zapytano senatora Jackowskiego, czy konsultował swoją inicjatywę z kierownictwem PiS, stwierdził: – Nie. To moja inicjatywa wynikająca z moich praw jako parlamentarzysty.

Jackowski powiedział WP, że zgłaszali się do niego wyborcy, którzy mieli być absolutnie zszokowani informacjami o zarobkach w NBP. – Mówili mi i pisali, że nie tego oczekiwali od „dobrej zmiany” – przyznał w Sejmie polityk (który – jak słyszymy w PiS – nie ma oficjalnego pozwolenia biura prasowego na występowanie w mediach, a jednak to robi; bo może).

Ale ludzie znający politykę od kulis, wiedzą, że tak poważne inicjatywy, mające daleko idące konsekwencje polityczne i wizerunkowe, nigdy nie są podejmowane przez posłów i senatorów PiS bez konsultacji z prezesem partii. A jeśli są, to Jarosław Kaczyński nie ma skrupułów – wzywa delikwenta na dywanik i jest po człowieku.

Tyle że w tym przypadku tak nie jest. Wskazują na to coraz liczniejsze, publiczne wypowiedzi ważnych polityków PiS, którzy dają do zrozumienia, że inicjatywa Jackowskiego jest słuszna. A w NBP należałoby zrobić porządek. Bo koszty polityczne dla PiS w związku z całą sprawą rosną.

Czy to w ogóle możliwe? Czy zarobki w NBP mogą zostać „ścięte” na poziomie parlamentarnym? Obóz władzy ma akurat w tym przypadku związane ręce.

Ozłacane astronomicznymi pensjami współpracowniczki Glapińskiego podlegają jedynie prezesowi NBP. PiS nic z tym zrobić nie może. Nie może też odwołać formalnie samego Glapińskiego. Sam musiałby zrezygnować. W tej chwili nawet nie chce ujawnić oficjalnych zarobków w swojej instytucji. Bo nie i już.

– NBP to instytucja niezależna. Ani rząd, ani PiS, ani większość parlamentarna nie mają wpływu na to, jak jest zarządzana instytucja taka, jak NBP, i jakie zarobki się tam kształtują. Ale nie może być tak, że są osoby, które może odgrywają ważną rolę, ale jednak urzędniczą, i zarabiają tak wielkie pieniądze, jak słyszymy w mediach. To musi Polaków bulwersować – przyznał w poniedziałek szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin.

I nic dziwnego. Ogromna część Polaków żyje za dwa tysiące miesięcznie. W NBP niektórzy też żyją za dwa tysiące. Dziennie.

O szefowej gabinetu prezesa Glapińskiego zrobiło się głośno po ujawnionej przez „Gazetę Wyborczą” rozmowie miliardera Leszka Czarneckiego z byłym już szefem KNF Markiem Chrzanowskim. Na nagraniu słychać, jak rozmowa schodzi nagle na temat zgrabnych damskich nóg. Pretekstem jest spotkanie u Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Będzie pan na tym spotkaniu? – dopytuje Czarnecki.

– Będę. Będzie też taka pani asystentka pana prezesa Glapińskiego. Twierdzi, że pana zna – odpowiada Chrzanowski.

– Jak się nazywa? – pyta Czarnecki

– Kamila, 20 lat temu była modelką i na jakiejś imprezie pana poznała. Mówi, że pana zna…– odpowiada Chrzanowski.

– Okej, no to z chęcią się zobaczę, być może. Myśmy robili dużo imprez. Wynajmowaliśmy modelki, hostessy – odpowiada Czarnecki.

– Gdzieś tam we Wrocławiu ona reklamowała rajstopy, a teraz jest zastępcą dyrektora gabinetu – Chrzanowski

– Jak się pan domyśla, kobiety, które reklamują rajstopy… – mówi Czarnecki.

– Muszą być ładne – odpowiada Chrzanowski.

– Przynajmniej od pasa w dół – kwituje Czarnecki.

[KLKNIJ w obrazek aby powiększyć]

Jeśli zdjęcia okażą się prawdziwe może to oznaczać ogromne zawirowania w obozie rządzącym. Na razie jednak są to tylko przypuszczenia. Na fotografiach nie widać samego prezesa NBP. Nie można także jednoznacznie stwierdzić, że widnieje tutaj jedna z jego asystentek.

Rozmowa między Czarneckim a Chrzanowskim miała miejsce w marcu 2018 roku. Sukiennik była wtedy zastępcą dyrektora gabinetu prezesa NBP. Dyrektorem był wówczas Robert Jagiełło, obecny szef Departamentu Innowacji Finansowych w Narodowym Banku Polskim. Według ustaleń Wirtualnej Polski, Glapiński zna się z Kamilą Sukiennik od wielu lat. – Pracowała w Polkomtelu, kiedy Glapiński był prezesem – mówi nam nasz informator. Glapiński był szefem Polkomtelu w latach 2007 – 2008. Dyrektorem gabinetu prezesa NBP Sukiennik została w lipcu br.

Paweł Rzepecki




Komentarze



TYLE zarabia Rozenek w internecie! Za ZDJĘCIE bierze aż…

W internecie można sporo zarobić. Wie o tym Małgorzata Rozenek-Majdan (40 l.), która za jedno niewinne zdjęcie i oznaczenie produktu w mediach społecznościowych otrzymuje…

 

Małgorzata Rozenek-Majdan, której wartość w ostatnim czasie wyraźnie wzrosła. Jeszcze rok temu prezenterka mogła liczyć na „zaledwie” 20 tys. zł, a dziś otrzymuje aż 80 tys. zł! Perfekcyjna tak bardzo inspiruje fanki, że TVN zdecydował się podarować jej kolejny program – „Poczuj się jak Małgosia Rozenek”. Na profilu instagramowym Gosi znajdziemy m.in. reklamy biżuterii, lakierów do paznokci oraz… kosiarek – informuje SuperExpress.

 

Paweł Rzepecki




Komentarze



UJAWIONO ZAROBKI DUDY! Można się OSTRO ZDZIWIĆ!

Pensja prezydenta Andrzeja Dudy (46 l.) wynosi ok. 20 tys. zł miesięcznie. To dużo mniej niż pensja… jego ojca. Jan Duda w zeszłym roku średnio co miesiąc zarabiał półtora raza tyle, co głowa państwa! 68-letni tata prezydenta, choć jest już emerytem (co miesiąc dostaje z ZUS 6,2 tys. zł), to jeszcze pracuje na dwóch krakowskich uczelniach i miesięcznie zarabiał jako profesor 16,7 tys. zł. Podaje FAKT24.pl

 

Poza tym jest radnym sejmiku województwa małopolskiego (miesięczna dieta to ok. 2 tys. zł) i jeszcze dorabia na umowach o dzieło. Ziarnko do ziarnka i uzbierała się miarka. Cały zeszłoroczny dochód prezydenckiego ojca przekroczył 368 tys. zł – tak wynika z jego oświadczenia majątkowego. Jan Duda musiał je złożyć jako radny – czytamy w Fakcie.

 

Jan Duda, który do tej pory był współwłaścicielem 115-metrowego domu, kupił na kredyt jeszcze 48-metrowe mieszkanie. Trzeba przyznać, że ma dużo szczęścia, bo wielu seniorom banki niezbyt chętnie pożyczają pieniądze na zakup mieszkania. Ojciec prezydenta dostał 311 tys. zł kredytu hipotecznego w przejętym przez państwo banku Pekao SA.

 

 

 

Paweł Rzepecki




Komentarze